×

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w przeglądarce użytkownika i umożliwiają takie funkcje, jak rozpoznawanie użytkownika po powrocie na naszą stronę i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla niego najbardziej interesujące i użyteczne.

Można dostosować wszystkie ustawienia ciasteczek klikając zakładki po lewej stronie.

Nazwa Cookie Akceptuj
RODO - Ogólne rozporządzenie o ochronie danych Te moduły pomagają witrynie osiągnąć zgodność z RODO dzięki dodaniu funkcji zgodnych z prawem.

Sezamie, otwórz się czyli sięgaj gdzie wzrok nie sięga

– Sezamie, otwórz się! – zakrzyknął herszt, by jeszcze raz z niedowierzaniem popatrzeć na pustą grotę. – Cholerne drzwi, nadal się zacinają. A mówiłem Młodemu, żeby się tym zajął. Z kim ja w ogóle pracuję? Wielcy rozbójnicy, psia mać...

Oby chociaż tym razem obyło się bez strat.

Usiadł na głazie przed grotą, czekając aż jego banda wróci z napadu. Albo raczej kontrnapadu. Rozbójnicy już jakiś czas temu wyruszyli odzyskać zrabowany przez siebie łup, który dziwnym zrządzeniem losu ktoś im później podprowadził. Chociaż ktoś to nie do końca dobre słowo.

Alibaba, Alibaba...

Myśl o tym człowieku nie dawała hersztowi spokoju. Od lat szukał sposobu, by wykończyć wroga. Powoli tracił nadzieję, że uda mu się pomścić swoich dawnych rozbójników, którzy skończyli w gorącej oliwie kąpani. A ci nowi? Szkoda gadać...

Nagle usłyszał tętent wielbłądzich kopyt, a w oddali wzniosło się coś na kształt tumanu kurzu.

– Jadą, jadą! Mają moją herbatę, moje złoto! O niebiosa! – herszt podskoczył z radości prawie uderzając głową w pochyłą opuncję.

Jego dzika radość miała za chwilę ustąpić miejsca dzikiemu zdziwieniu. Nadciągający tuman kurzu z sekundy na sekundę zmieniał się w coraz większy obraz nędzy i rozp... chociaż trudno powiedzieć, czego właściwie był to obraz. Wielbłądy ledwo powłóczyły nogami. Wyglądały na lekko oszołomione, bujając się z prawa na lewo. A rozbójnicy – nie wiadomo, czy przeżyli srogie bęcki, czy srogą imprezę.

– Sz...szefie, szefuńciu, – zaanonsował Młody, ześlizgując się z wielbłąda z gracją spadającego kokosa  mamy wszystko. Sto pięćdziesiąt worków. Przyzna szef, niezła robota, co?

– Ta...taaak, chyba tak... – zająknął się herszt. Pierwszy raz w życiu zapomniał języka w gębie, stanął bowiem naprzeciw największego skarbu w swojej karierze. Ale dlaczego skala łupu dotarła do niego dopiero teraz? Przecież wcześniej już go widział. Ba, miał go w swojej grocie. Coś było nie tak.

Nagle poczuł, że coś strzeliło go z całej siły w twarz. To było olśnienie.

– Jakie sto pięćdziesiąt worków, do kroćset westchnięć wielbłąda, przecież mieliśmy tylko sto! –zakrzyknął. –  Skąd wyście to wzięli? Mieliście tylko obrabować Alibabę z mojego łupu, a nie nadepnąć na odcisk jeszcze innemu szarlatanowi! Przecież jak to się wyda, będziemy skończeni! Ja będę skończony!

 – Ale spokojnie, szefie, wszystko pod kontrolą – nonszalancko rzucił Młody. –  Chłopaki już rozładowują wozy, a wy tu sobie w międzyczasie pogadajcie... – i z kurtuazyjnym ukłonem wycofał się, by na wszelki wypadek zejść hersztowi z oczu. I słusznie zrobił, bo oto oczom przełożonego ukazał się nie kto inny, jak...

– Alibaba?! – wykrztusił herszt, łapiąc za szablę. –  Wykorzystałeś tę bandę partaczy, żeby mnie dopaść? Niedoczekanie! Może i jestem już stary, ale tak łatwo się nie poddam!

–  Opuść szablę, herszcie – powiedział przybysz. –  Przychodzę w pokoju. Pewnie się zastanawiasz, dlaczego twoi chłopcy wyglądają na lekko... zmęczonych. Muszę przyznać, że mi zaimponowałeś – rabować, a później odbijać łup za pomocą tych biedaków, których nazywasz bandą.

–  Przypominam ci, że moich poprzednich bandytów zalałeś wrzącą oliwą... – warknął herszt.

–  Tak, teraz mi trochę żal, bo przydałaby się nam porządna banda.

–  Nam? Nam?! Śmiesz twierdzić, że mógłbym robić z tobą interesy? – Hersztowi niewiele brakło, by zrobić użytek z trzymanej w pogotowiu szabli.

–  Widzisz – ciągnął Alibaba bez zająknienia –  te nadprogramowe worki są ode mnie. Postanowiłem je osobiście eskortować, bo to nie byle chabazie. Jedna sakiewka jest warta tyle, co wszystkie poprzednie.

W głowie herszta zapaliła się lampka.

–  Dlaczego mi to przywozisz, skoro jest tak cenne? I co to w ogóle jest?- zapytał podejrzliwie.

Alibaba usiadł na suchej ziemi i wyjął z płaszcza mały garnuszek. Włożył do niego kilka zielonych listków, które wysypał z sakiewki a następnie starannie ją schował. Gwizdnął na Młodego, by przyniósł gorącej wody z paleniska i nalał do naczynia. Listki powoli zaczęły się otwierać, uwalniając zielonkawą smugę.

– Oolong. Herbata magiczna – kontynuował z namaszczeniem. –  Ukradłem ją pewnemu wędrownemu handlarzowi, który przybył z Chin. Właśnie tym naparem poczęstowałem twoich ludzi. I kazałem wyruszać w drogę powrotną, zanim wypiją wszystko. Masz, pij, tylko ostrożnie.

–  Gorzkie – wykrzywił się herszt. –  To ma być skarb?

–  Na tym właśnie polega magia napoju. Kiedy następnym razem zalejesz te listki, gorycz się zmniejszy. Kolejne napary zmieniają nie tylko smak, ale także kolor. Osoba obdarowana takim napitkiem będzie mogłam wszystkimi prawie zmysłami sięgnąć tam, gdzie wzrok nie sięga. A nigdy nie kończy się na jednym kubku.

–  Czyli...ty masz towar, ja mam rynek zbytu... – kalkulował herszt, do którego bardziej przemawiała wizja monety w garści, niż umysłu w chmurach. –  Jeśli połączymy siły, za rok o tej porze będziemy pływać w złocie.

Kolejne godziny upłynęły im na ustalaniu szczegółów współpracy. Herszt poczuł, że znowu może śnić o bogactwie. A magiczny napój z kubka na kubek zmieniał kolory, smaki i stan umysłu rozmówców.

–  Trzeba teraz tylko zabezpieczyć towar w grocie, gdyby ktoś przypadkiem chciał się do niego dobrać – rzucił na koniec Alibaba, wstając od ogniska. –  Sezamie, otwórz się! Sezamie, otwórz...

–  Nie męcz się, to ustrojstwo nie działa. Młody! Napraw w końcu te piekielne drzwi! – wrzasnął na dobranoc herszt. –  Będę musiał zmienić hasło – pomyślał, układając się do snu.

Produkty powiązane

Zielona chińska herbata oolong znakomita do picia o każdej porze dnia, a kolejne napary tej herbaty charakteryzują się różną kolorystyką. Smak zmienia się od intensywnego, lekko gorzkawego po słodkawy. Zaparzane liście pięknie się otwierają i zapraszają w podróż w nieznane.

Herbata dostępna w papierowych torebkach kraftowych: 25g, 50g, 100g, 200g oraz słoiczkach 40g.

Powiązane Posty