×

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w przeglądarce użytkownika i umożliwiają takie funkcje, jak rozpoznawanie użytkownika po powrocie na naszą stronę i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla niego najbardziej interesujące i użyteczne.

Można dostosować wszystkie ustawienia ciasteczek klikając zakładki po lewej stronie.

Nazwa Cookie Akceptuj
RODO - Ogólne rozporządzenie o ochronie danych Te moduły pomagają witrynie osiągnąć zgodność z RODO dzięki dodaniu funkcji zgodnych z prawem.
Karawana i Alibaba z 40 rozbójnikami

Alibaba i 40 rozbójników, czyli w grupie siła

– Młody! MŁODY! – zawołał herszt, zaglądając lekko otępiałym wzrokiem do pustej groty. – Gdzie są moje worki? Czy ja wydałem jakiś rozkaz, żeby je ruszać?!

Młody, który ciężko znosił początki rozbójniczej pracy, na samą myśl o rozmowie z przełożonym miał mdłości. Za nic nie mógł sobie przypomnieć, co się stało z kilkunastoma workami wielkości średniego wielbłąda, które banda przywiozła zeszłej nocy. Wiedział, że jego obecne położenie jest, delikatnie mówiąc, nienajlepsze.

 A starsi koledzy? No jakoś nie palili się do pomocy.

– Szef wołał? Bo wie szef, bo ten... problem jest – wybełkotał Młody.– Bo te worki z tym zielskiem, cośmy wczoraj przywieźli... to one ten... no zniknęły.

Twarz herszta zbielała, by za chwilę przybrać wszystkie kolory tęczy. Nie była to już zwykła irytacja, która towarzyszyła mu odkąd zaczął rekrutować do swojej bandy spośród okolicznych rzezimieszków. Jakby się dobrze przyjrzeć, można by zauważyć dym uciekający uszami bandyty.

– Jak to zniknęły?! – wysyczał przez zaciśnięte zęby. – Same?! Mówisz, że nie byliście w stanie przez kilka godzin upilnować jednej pary starych drzwi?!

– Ale to chyba nie było jakieś wartościowe... – Młody próbował ratować sytuację, chociaż rozważniej byłoby rozpłynąć się w powietrzu. – Trochę chwastów, trochę owoców, jakieś badyle... skoczymy z chłopakami wieczorem, narwiemy...

– Nie było wartościowe... nie było wartościowe – mamrotał w obłędzie herszt. – Wszyscy do mnie, natychmiast!

Trzydziestu dziewięciu facetów, którzy przed chwilą z lekkim uśmieszkiem szydzili z sytuacji Młodego, w mgnieniu oka stanęło na baczność. Żarty żartami, ale nikt nie chciał podpaść tuż po pierwszym skoku.

– Słuchać no, bezużyteczna bando partaczy! – warczał przełożony. – Za te worki, które jakimś cudem udało wam się zrabować, a które tak bezmyślnie zostawiliście bez opieki, mogliśmy kupić ze sto wiosek.

– Sto wiosek? To co tam było? – niezbyt inteligentnie zamruczał tłum.

– Herbata. Te chwasty to była herbata. Owocowa! I to nie byle jaka. Czarna porzeczka, czarny bez, hibiskus, płatki róży, ananas... Kandyzowany ananas! Jednym słowem herbata owocowa. Wszystko przeznaczone na sułtańskie stoły. Do tej pory takie rzeczy mogły się wam tylko śnić. A teraz co? Mieliście i pozwoliliście, żeby zniknęło! Do wieczora chcę mieć to wszystko z powrotem!

– Ale szefie, my nawet nie wiemy, gdzie szukać – wyksztusił jeden z drabów (nie wiadomo, czy odważny, czy głupi).

– Pozwólcie, że wam rozjaśnię – syczał dalej wściekły pryncypał. – Mieszka tu niedaleko taki jeden drań, z którym od dawna mam na pieńku. Nie dość, że regularnie podbiera moje łupy, to jeszcze załatwił całą moją poprzednią bandę. Moich najlepszych rabusiów! To przez niego muszę się teraz męczyć z wami. Macie znaleźć tego Alibabę i odebrać mój skarb!

Alibaba, Alibaba...

Wśród opryszków zapanował lekki niepokój. Owszem, słyszeli, że to niezły hochsztapler. I te jego diabelskie sztuczki, które wykończyły wyborowych zbirów z poprzedniego składu. Jakoś nikt nie miał ochoty natknąć się na tego hultaja. A tym bardziej specjalnie go szukać.

– Szefie, a nie dałoby się jakoś inaczej? Może zawiniemy coś z bazaru i opchniemy drożej? Bo ten, no... my nie mamy doświadczenia. A ten gość niebezpieczny jest.

– Dzisiaj chcę mieć wszystkie worki w grocie. DZISIAJ! Macie je odzyskać albo to będzie wasze ostatnie zlecenie. I wasz ostatni dzień! – wrzeszczał herszt. – Do roboty!

– No cóż, w grupie siła – pomyślał Młody, pakując się niezdarnie na konia. – Galopem, panowie! Dorwijmy te skarby, zanim szef dorwie nas.

Produkty powiązane

Mieszanka suszonych owoców: czarna porzeczka, czarny bez, hibiskus, rodzynki, płatki róży, ananas kandyzowany. Wspaniały i niepowtarzalny bukiet smaków i aromatów w naturalnej postaci herbacie owocowej.

Herbata dostępna w papierowych torebkach kraftowych: 25g, 50g, 100g, 200g oraz słoiczkach 40g.

Powiązane Posty